Witam. A więc jestem znowu. Sytuacja z synem wygląda następująco. W tym roku skończy 14 lat, jest na diecie pół wegetariańskiej od 1,5 roku, tzn je mięso raz w tygodniu (presja rodziny), całkowicie wyeliminowaliśmy mleko, z nabiału je tylko ser żółty, bo lubi i jajka, codziennie pije soki przeważnie marchwiowo-jabłkowe, czasem zielone, je sporo surowych warzyw i owoców. Jeśli chodzi o słodycze to miewa napady zachciankowe, nawet mu nie zabraniam, bo jest szczupły. Efekt-nie wiem czy to wynik diety, czy przyszedł jego czas, ale bardzo urósł, a co najważniejsze jak na razie ZERO objawów alergii, choruje też znacznie mniej.
Robiłam mu wyniki krwi jakiś rok temu - bardzo dobre, czuje sie też świetnie, ma mnóstwo energii i siły, więc myślę, że jesteśmy na dobrej drodze.
Najbardziej irytuje mnie tłumaczenie, że on przecież rośnie i potrzebuje białka. Otóż proszę sobie zdać sprawę, że mleko matki karmiącej dziecko, które przecież nigdy później nie rośnie szybciej jak w pierwszym roku życia - zawiera niespełna 1 % białka! Czyli tyle co niektóre owoce i warzywa. Jeszcze nie zanotowano przypadku zgonu z powodu zbyt małej ilości spożywanego białka, ale za to notoryczne przebiałkowywanie się to już lawina w dzisiejszym świecie. Tak więc dajmy spokój temu białku, zastanówmy się raczej nad wapniem, mikroelementami i witaminami.
Tak na marginesie pomału małymi kroczkami zbliżam się do raw food, dziś jestem juz drugi dzień

Czuję sie dobrze, nosi mnie po domu z nadmiaru energii, wyskakałam 400 razy na skakance, trzy razy męczyłam jogę i dalej mogę góry przenieść. No niesamowite. Szwagier cierpi akurat na mega katar, przypomniało mi sie jak mnie taki nękał regularnie czasami nawet co miesiąc, głównie przed okresem. Uświadomiłam sobie, że nie miałam takiego od 1,5 roku. No i czy trzeba badań naukowych na potwierdzenie skuteczności takiego jedzenia? Pozdrawiam wszystkich surojadków i życzę wytrwałości i zdrówka.