Witajcie Kochani!
Chciałabym sporo poopowiadać, ale nie chcę Was zanudzać

Więc postaram się krótko opowiedzieć o moim odżywianiu... Od dziecka nie byłam mięsożerna, krzywiłam się na widok wędliny i kiełbasy.. ale oczywiście jadałam sporadycznie, nawet sprytnie ukryte w zupkach.. W wieku 16 lat postanowiłam zostać wegetarianką i wychodziło mi to około rok, jednak nie była to dieta świadoma i przemyślana ;> ..zajadałam się produktami mlecznymi i słodyczami. Później wróciłam do sporadycznego zjadania mięsa... aż do roku 2011 - od stycznia postanowiłam zmienić swoją dietę i przeszłam na wegetarianizm połączony ze zdrowym żywieniem i(dieta 1000 kcal), w międzyczasie sporo detoksów (trzydniówki jabłkowe popijane zieloną herbatą) Szybko pojawiły się pozytywne efekty - ładna skóra, spadek wagi, pociąg do tematyki duchowości. W wakacje jednak musiałam wyjechać w celach zarobkowych i po jednym dniu pracy pojawiły się problemy zdrowotne, małe rany ciężko się goiły.. Przestraszona i wyznająca zasadę :Zdrowie jest najważniejsze" zaczęłam odżywiać się wszystkim co było tam dostępne.. niestety były również ukochane sery w dużych ilościach i słodycze, dużo cukrów prostych...Potem powrót na studia, zmiana mieszkania, nowe otoczenie... Moje odżywianie aktualne - bez mięsa, ale za dużo musli, sporo białka, warzywa, owoce. Według znajomych odżywiam się zdrowo... Ale przytyłam, czuję się zmęczona, brakuje mi dawniej odczuwanego swoistego kultywowania posiłku... Nie mam pomysłu jak się zabrać od nowa za przemyślane jedzenie i od czego/jak zacząć wyrzeczenia. Czy próbować witarianizmu, a może lepiej wstęp detoksem... aby potem łatwiej przestawić się na 80% surojadztwa... Czuję jednak, że czas na zmiany.

Ogólnie pochłaniają mnie studia - ochrona środowiska i fizjoterapia.